.

"Dobry efekt polega na tym, że go nie widać" - wywiad z Marcinem Hetim Matczakiem

  • lipca 20, 2020
  • Szacowany czas czytania:


Marcin Heti Matczak jest programistą gier i artystą 3D, który swoje wolne chwile spędza na tworzeniu efektów specjalnych. Chociaż zazwyczaj celuje w niskobudżetowe produkcje, z jego usług korzystali też między innymi Samsung i G.F. Darwin.




Można zwodzić, oszukiwać, pokazywać coś, czego nie ma.

Czym się zajmujesz?

Zajmuję się tworzeniem efektów specjalnych i wizualizacji.

Kiedy i jak zaczęła się z tym Twoja przygoda?

Zaczęło się po studiach, jakieś 5 lat temu, kiedy nawiązałem współpracę z firmą, która robiła mappingi na budynkach. To były takie moje pierwsze abstrakcyjne efekty specjalne, które wymagały pracy z 3D, znajomości animacji i programowania. To była pierwsza dziedzina z jaką się spotkałem, która łączyła wszystkie moje umiejętności i zainteresowania.

Z jakich narzędzi i programów korzystasz?

Korzystałem z wielu różnych narzędzi. Mimo że wszystkie robią to samo, każde oferuje inny interfejs i każdy może wybrać to, co mu bardziej pasuje. Dodatkowo do rożnych potrzeb stosuję różne narzędzia - aktualnie zatrzymałem się na zestawie który obejmuje Da Vinci Resolve, Fusion i Blendera. No i czasem GIMPa. Wszystkie te programy są darmowe.

Co lubisz w efektach specjalnych?

To, że potrafią zmieniać rzeczywistość. Można zwodzić, oszukiwać, pokazywać coś, czego nie ma.

Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w tym zajęciu?

Wydobycie z klienta informacji - czego on tak naprawdę oczekuje. Ale też praca z samym materiałem. W większości przypadków, nie pracując w branży filmowej tylko YouTubowej czy przy takich niskobudżetowych, domowych produkcjach, zdarza się tak, że przychodzą do mnie osoby, które mają już nagrany jakiś materiał i chcą, by tam pojawiły się efekty specjalne. A to nie jest tak, że do każdego materiału można zrobić... znaczy można, ale nie do każdego materiału można łatwo zrobić efekt specjalny, żeby klik i wszystko było piękne i ładne. Nie bez powodu przy produkcjach filmowych jest pełno green screenów i odpowiednio wyszkolonych techników.... Trzeba zaplanować ujęcie, przewidzieć jaki tam będzie efekt specjalny użyty, jak to nakręcić, pod jakim kątem.

Dodanie efektu jakiegoś portalu, a nawet wstawienie trójwymiarowego obiektu do ujęcia, które zostało nakręcone ze statywu, gdzie obraz się nie rusza, to żaden problem. A jeżeli kamera się ruszała, a jeszcze nie daj Boże było to kręcone z ręki, gdzie kamera robi bardzo nieprzewidziane ruchy - tu już pojawiają się problemy. Darmowy soft z którego korzystam nie oferuje szczególnie dobrych możliwości trackowania kamery czy korekty wizualnej ruchu w obrazie. Preferuję ujęcia statyczne albo kręcone z trójnoga. Takie, w których kamera tylko się obraca, albo wykonuje jakiś konkretny liniowy ruch. Ewentualnie może być jeszcze film kręcony z ręki, ale z nieruchomo stojącej osoby. Po stabilizacji obrazu to trochę jak praca w Photoshopie.

No i green screeny. Rzucę jeden z przykładów z jakimi się spotkałem. Ujęcia nie były jeszcze nakręcone, więc podałem listę co i jak ma być zrobione. Najtrudniejsze rzeczy na szczęście nakręcili zgodnie z tymi zaleceniami. Ale wysłałem im taki specjalny green screen, który wyświetla się na ekranach komputerów. Ten green screen ma markery, czyli takie znaczki, które później pomagają mi w śledzeniu tego ekranu i dopasowaniu zawartości tak, żeby był odpowiedni kształt i kąt, zwłaszcza jeśli kamera się porusza, a na tamtych ujęciach się poruszała. Wysłałem więc ten marker, napisałem żeby wrzucli go na ekrany i będzie ok. Cały problem był taki, że jak dostałem ujęcia, to zobaczyłem, że zamiast wyświetlić markery na ekranach... wydrukowali je na kartkach i przykleili do ekranów. Kartki na dodatek były w nieodpowiednim rozmiarze i tak zmiętolone, że narożniki się odklejały. To było jedno z trudniejszych ujęć jakie musiałem korygować nie mając prawie żadnego wsparcia ze strony samego ujęcia. Nie da się zrobić rzeczy niemożliwych. Jeżeli mamy czarny ekran na czarnym monitorze na czarnym tle, to ja naprawdę nie mam pojęcia gdzie jest ekran i gdzie co wyświetlić.

Ile czasu może zająć zrobienie takiego na przykład portalu?

Weźmy na przykład portal, który zrobiłem na potrzeby serialu o Dr Primo dla Uniwersytetu Śląskiego.



Tam ten portal pojawia się w wielu ujęciach, więc pierwszym krokiem było stworzenie samego portalu widzianego od frontu, jego animacji i efektów postprocessingu, czyli po tym, jak zostanie on odpowiednio umieszczony w danym miejscu. Nad tym portalem siedziałem ze 2 dni, ale to dlatego, że chciałem go dopracować, żeby by fajny i ciekawy. Zwłaszcza, że wiedziałem, że zostanie umieszczony w wielu miejscach - opłacało się poświęcić ten czas, żeby go trochę doszlifować. Stosunek włożonej pracy do długości ujęć nie był zły. Także 2 dni na sam portal, a później trzeba było go wkomponować. Tam też się pojawiły trudności, bo portal był umieszczony w ramie od obrazu i z początku wszystko było fajne, bo ujęcie zostało nakręcone ze statywu... tylko że osoba, która przechodziła przez ten portal, złapała się za ramę, która nie była dobrze przytwierdzona w wyniku czego zaczęła się gibać. To wprowadziło trochę problemów. Przez to robiłem te ujęcia jeden dzień. Gdyby ten portal się nie ruszał, to by mi zajęło ledwie kilka godzin.

Czy to drogie zajęcie? Mówiłeś, że pracujesz na darmowych programach, ale czy coś poza tym jest potrzebne?

No w sumie komputer jest potrzebny. Na szczęście nie musi to być jakiś bardzo potężny komputer, ponieważ większość programów wspiera obliczenia na kartach graficznych, które są o wiele potężniejszym zestawem obliczeniowym niż procesor. Mając podstawową kartę graficzną Nvidia opartą na technologii CUDA możemy zacząć bawić się takimi efektami specjalnymi i nie czekać godzinami na efekty naszej pracy.


Pierwsze 10 efektów idzie do śmietnika, gwarantuję.

Co się natomiast przydaje, a jest płatne, to gotowe filmy. Na przykład kręcony na green screenie wybuch, dym, rozbryzg farby, pęknięcie, wystrzelenie jakichś odłamków w powietrze - cała masa takich materiałów jest w internecie dostępna - w przeważającej większości jest płatna i to słono. O ile nie dysponuje się jakimś dużym budżetem to problem polega na tym, że większość tego typu materiałów muszę robić sam. To pochłania czas, więc przeliczając czas na pieniądze to pod tym względem  może być to drogi biznes. Jeżeli mamy fundusze to możemy sobie skrócić czas i dzięki takim gotowym filmom skupić się tylko na przyjemnościach.

Skąd czerpiesz inspiracje? 

Lubię oglądać filmy w których są efekty specjalne i nierzadko oglądam filmy tylko dlatego, że podobają mi się w nich efekty specjalne, a jestem mniej zainteresowany fabułą. Fajnie się też ogląda na YouTube różnego rodzaju filmy przedstawiające proces tworzenia efektów specjalnych w wysokobudżetowych filmach. To może dodać inspiracji, bo w tych filmikach widać w jaki sposób są dodawane detale do efektów specjalnych, żeby sprawić, że widz je łatwiej kupi. Dobry efekt polega na tym, że go nie widać.

Czy jest jakiś film w którym efekty wyjątkowo Cię zachwyciły?

Jeśli w jakimś filmie coś miało by mnie zachwycić to byłaby to raczej praca ludzi od kostiumów czy makijaż, ewentualnie praca mechatroników i robotyków, bo to jest dla mnie prawdziwie zachwycająca praca. Natomiast efekty specjalne, jak mówiłem, są najlepsze, kiedy ich nie widać. Cała scena po prostu gra tak jak orkiestra, wszystko do siebie pasuje i się zlewa.

Jakie są mity na temat efektów specjalnych? Wydaje mi się, że wiele osób nie wie ile efektów specjalnych jest w filmach, w których normalnie się ich nie spodziewamy.

Zacznijmy od tego, że efekty specjalne to nie jest tylko dodawanie wybuchów, portali, magii i innych rzeczy. Pracując na potrzeby "Rafał kontra Sławek" G.F. Darwin efektami specjalnymi było na przykład usuwanie logo Ikei z kartonu, żeby jakiejś kryptoreklamy nie robić.



Patrząc na filmy hollywoodzkie - większość nakręconych scen zawiera efekty typu set extension. Czyli jeżeli mamy las - prawdopodobnie ujęcie było kręcone w miejscu, gdzie były trzy drzewa na krzyż, tak, żeby na ich tle grali aktorzy. Cała reszta wielkiego lasu, który widzimy w oddali, jest po prostu efektem specjalnym. To tak ładnie się zlewa, że nawet nie pomyślisz, że to jest coś sztucznego.

Co możesz powiedzieć osobie, która chce rozpocząć swoją przygodę z efektami specjalnymi?

Da Vinci Resolve jest darmowy, pobierz, odpal. Obejrzyj góra dwa tutoriale, więcej nie ma sensu, bo sporo jest jeszcze ze starej wersji, a troszeczkę się zmieniło. Tak żeby nabrać jakiegoś poglądu o tym jak działa interfejs. Następnie nagrać sobie w domu jakieś proste wideo - wziąć ołówek i machnąć nim niczym czarodziejską różdżką i spróbować tam wrzucić jakiś efekt. Nie nastawiać się na to, że gdzieś to będzie można pokazać. Pierwsze 10 efektów idzie do śmietnika, gwarantuję. Ale później, jak już podłapiesz, efekty które robisz zacząć Ci się podobać, jestem tego pewien. Także po prostu pobrać, spróbować, działać i robić. To może być całkiem ciekawa zabawa.

Czy chciałbyś dodać jeszcze coś od siebie?

Jeszcze mam taką dygresję dla youtuberów - jeżeli chcieliby mieć jakiś efekt specjalny w filmiku który nagrali, czy są muzykami, raperami i chcieliby nagrać teledysk - bierzcie pod uwagę, że jakość wideo ma duże znaczenie. Nie jestem w stanie dodać efektów specjalnych do wideo, na którym widać piksele czy znaczną kompresję.

Większość efektów specjalnych wymaga trackowania, czyli śledzenia punktów elementów na obrazie. Jeżeli dostaję filmik nagrany z komórki w nocy z jadącego samochodu i jeszcze z trzęsącej się ręki, to naprawdę nie jestem w stanie nic tam dodać.

Sporo efektów, żeby były dobrze wkomponowane, będzie wymagało ustalenia jak taka scena powinna być nagrana i ewentualnie co powinno być na green screenie. Należy ustalić to wcześniej, przed nagrywaniem materiału. A jeżeli już coś nagrywamy, to zadbajmy chociaż o to, żeby na wideo były jakieś kontrastowe punkty, które osoba robiąca efekty specjalne będzie mogła śledzić.

Dziękuję za rozmowę.

Prace Marcina możecie obejrzeć i zamówić do swoich produkcji wideo tutaj.

Zerknij na

0 komentarze